„ Ja jestem Zmartwychwstanie i Zycie.
Kto we mnie Wierzy, nie umrze na wieki „ (J,12)
W sobotę 18 lutego 2007 roku w Kanadzie w katedrze w Thunder-Bay odbyła się Msza
św. pogrzebowa w intencji O. Andrzeja Wernera – franciszkanina, który w swojej
młodości związany był z naszą parafią. Dlatego też i w naszej świątyni
zgromadziła się rodzina O. Andrzeja i jego bliscy, by w godzinie pogrzebu modlić
się w jego intencji.
Poniżej zamieszczamy kilka słów wspomnień o Ojcu Andrzeju, spisanych przez jego
najbliższych.
KILKA SŁÓW O ŻYCIU O. ANDRZEJA WERNERA
O. Andrzej urodził się 31 stycznia 1937 roku w Brzezinie koło Lwowa. Mając 6 lat
musiał opuścić rodzinne strony jak wielu Polaków w tamtych czasach. Z rodzicami
i pięciorgiem rodzeństwa wyjechał do miejscowości Kosina, powiat Rzeszów. Tam
przebywał 2 lata. W 1945 roku przybył na Pomorze i zamieszkał w Trzemiętowie
koło Bydgoszczy. Tam też ukończył szkołę podstawową. Następnie uczęszczał do
Liceum Ogólnokształcącego w Bydgoszczy. Jako ministrant służył do Mszy św. w
kościele św. Andrzeja Boboli w Sicienku przez kilka lat. Tam też zrodziło się
powołanie i stamtąd w 1954 roku wstąpił do Zakonu Franciszkanów w
Niepokalanowie. Przez rok przebywał w klasztorze założonym przez św.
Maksymiliana Kolbe. Studia filozoficzne i teologiczne odbywa w Łodzi,
Łagiewnikach i Krakowie. Pierwszych święceń udziela mu biskup Karol Wojtyła. W
1963 roku przyjmuje święcenia kapłańskie w Krakowie. Na jego prymicyjnym obrazku
umieścił słowa: „ Jezu – mnie umiłowanie krzyża, rodzicom, rodzeństwu, osobom
drogim – zdroje łask, Kościołowi i Zakonowi – triumf wiary, Ojczyźnie kochanej,
światu – pokój.”
Jako młody kapłan zaczyna pracę na ziemiach odzyskanych, na Pomorzu w Sławnie i
Elblągu. W 1971 roku opuszcza Ojczyznę i udaje się na misję do Afryki – do
Zambii, gdzie pracuje 16 lat. Choć ukochał ten kraj i ludzi, nękany chorobami,
jak: malaria i wiele innych, opuszcza ten kraj i w 1986 roku osiedla się w
Kanadzie. Dwa lata pracuje w Montrealu a potem w Thunder-Bay w parafii św.
Kazimierza, a następnie w parafii Matki Bożej Królowej Polski – tam zostaje
proboszczem. Jego praca nie polega tylko na obowiązkach kapłana, ale też pracuje
fizycznie. Razem ze swoimi parafianami przeprowadza remonty, naprawy w kościele,
a zwłaszcza w budynku parafialnym, który prawie całkowicie został przerobiony i
udoskonalony. W 2003 roku obchodzi 40. lecie kapłaństwa. Jak widać jego życie
naznaczone tak wielkim krzyżem cierpienia dźwigał jak jego patron św. Andrzej
Bobola, zgadzając się z wolą Bożą. W 2004 roku kilkakrotnie przebywa w szpitalu.
Ciężka i nieubłagalna choroba nie pozwala mu dłużej służyć Bogu i ludziom,
zmuszony odchodzi na tzw. emeryturę. Zamieszkuje znowu w parafii św. Kazimierza.
Jednak nie dane mu było odpocząć po tych ciężkich latach pracy i poświęcenia. O.
Andrzej nigdy nie myślał o sobie, zawsze miał na uwadze człowieka potrzebującego
wsparcia, umiał pocieszyć, zrozumieć, doradzić, wymagał od innych, ale najwięcej
od siebie. Choroba postępowała coraz bardziej. Leżąc w szpitalu z pewnością
modlił się za swoich parafian, bo tak ich ukochał, że chciał być z nimi do końca
swoich dni. Były takie sytuacje, gdzie w rozmowie pytano go, czy wróci do
Polski, do rodziny i swojej ojczyzny. Odpowiadał: „moja rodzina jest tu, gdzie
ja jestem.” Z rodziny najbliższej ma jeszcze dwie siostry: Marię i Jadwigę,
które odwiedziły go w 2004 roku w czasie choroby i te wspomnienia z tych dni
każdy ze sobą zabierze, to było ich ostatnie spotkanie. Może na koniec trzeba by
powiedzieć tak: żegnamy Cię Ojcze Andrzeju, dziękując za ogrom dobra, którego
doznaliśmy, za ciepłe słowa w trudnych chwilach, za to, że zawsze można było na
Ciebie liczyć, za Słowo Boże, które do nas kierowałeś, za wszystko, co nas
nauczyłeś – nigdy tego nie zapomnimy. Najbardziej jednak będzie nam brak Ciebie
Ojcze Andrzeju.
wspomnienia rodzinne
Kochany Bracie !
Każdy z nas przeżywa różne chwile w życiu, a przykre jest najbardziej to, jak
nie można nic pomóc i zmienić przeznaczenia.
Tak bardzo przykre było to, że w tych trudnych i pełnych cierpienia dni nie
mogliśmy być przy Tobie, ale łączyliśmy się duchowo i sercem byliśmy z Tobą.
Najtrudniejsze jest to, jak odchodzi od nas ktoś bliski.
Kochany braciszku, już nie ma Cię wśród nas, ale zapewniamy Cię, że pozostaniesz
na zawsze w naszej pamięci i w naszych sercach.
Będzie nam Ciebie brakowało, a zwłaszcza tego, że Twoje słowa w każdej sytuacji
dodawały otuchy, nadziei a przed wszystkim spokoju serca. Do kogo się teraz
zwrócimy ?
Wierzymy jednak, że tam w domu Ojca będziesz czuwał nad nami. Z sześciorga
rodzeństwa zostały nas dwie. Nie wiemy, kiedy przyjdzie odejść, ale pozostaje
nadzieja, że wyjdziesz na spotkanie.
Dzielą nas tysiące kilometrów, ale łączymy się modlitwą we Mszy św. pogrzebowej
tu w Polsce, aby wspólnie być z tymi, którzy Ciebie żegnają. Żegnamy Cię,
kochany braciszku, dziękując za całe dobro, niech ta kanadyjska ziemia będzie Ci
lekką. Niech Bóg ma Cię w swojej opiece !
siostry Maria i Jadwiga i cała rodzina
